Paweł Brylski
Drink bar na Kruczej w Warszawie w ciągu dnia dzieli przestrzeń z modną Cafe Bramą, by w nocy stać się wielkomiejskim, przelotowym barem przywodzącym na myśl płótna Hoppera. Jeśli ktoś znalazł się tam w ostatnią niedzielę listopada licząc na wegetacyjną medytację nad szklanką piwa, musiał srodze się zawieść. Przestrzenią baru zawładnęły awangardowe teksty, elektroniczna muzyka, offowe kino i teatr.
Poza czasem bieżącym stawania się happeningu "futuro", kilka czasów tak przeszłych, jak przyszłych partycypowało w zdarzeniu. Primo - lata dwudzieste ubiegłego stulecia - erupcja polskiego futuryzmu i nowej sztuki. Secundo - sierpień bieżącego roku - trzecia edycja niekonwencjonalnego, zaskakującego i niepowtarzalnego festiwalu "Brunonalia". Tertio - bliżej niesprecyzowana przyszłość, na którą ukierunkowany jest historyczny oraz jak najbardziej współczesny futuryzm. "Brunonalia" odbywają się w Klimontowie - miasteczku, w którym przyszedł na świat proklamator polskiego futuryzmu - Bruno Jasieński. W tym roku kulminacją festiwalu było widowisko multimedialne pod nazwą "Futuryzacja życia, czyli machina współczesności". Film dokumentujący to przedsięwzięcie był pokazany w Drink barze. Obok tego można było obejrzeć "Sekrety mnichów", postmodernistyczną fabułę, która powstała w Klimontowie w ramach warsztatów. Wieczór w Drink Barze nawiązywał do tamtych wydarzeń. Nie chodziło nam jednak o retrospekcję, o muzealną ekspozycję pewnej historii, o dopisanie epilogu do minionych zdarzeń czy nawet o przeniesienie ich w wielkomiejską przestrzeń. Było to też coś więcej niż rozszerzająca spojrzenie nadbudowa. Stworzono nową jakość.
Drink bar na Kruczej; większość przestrzeni oplata kontuar, któremu towarzyszy palisada barowych stołków. Na - i wokół- baru działały teatralnie ponętne aktorki Teatru Emocji i Wyobraźni. Paulina Białoskórska, Paulina Jędrzejewska, Karolina Pluta i Magda Rostkowska jako femmes fatales, wykreowane jakoby tylko li do łamania serc męskich, pełne wampirycznego erotyzmu wprowadziły subtelną patynę międzywojnia. Przywołały klasę przedwojennych kawiarni, inkorportując jednocześnie uwodzicielski archaizm w przestrzeń nowoczesnego, pulsującego miasta.
Równolegle, nad kontuarem, na przypominającej quasi-scenę galerii, przy muzyce elektronicznej generowanej w czasie rzeczywistym przez Marcela - łódzkiego performera, lidera awangardowych formacji E1 i Mikrowafle, fragmenty manifestów futurystycznych i wierszy Brunona Jasieńskiego, Tytusa Czyżewskiego i moich wygłaszali: Borys Jaźnicki - aktor teatralny, telewizyjny i filmowy oraz ja.
Oba te kontrapunkty to dwa modele: logiczny i emocjonalny. Zerojedynkowy dyskurs, podkreślany przez muzykę komputerową i ideologiczny charakter tekstów płynących z galerii, polaryzował z potęgą libido i organiczną tajemnicą życia sączącą się z okolic baru. Dwa języki i dwa modele performance'u splotły się w nierozerwalną semantyczną całość. Pozorny chaos nawiązywał do chaosu wielkiego miasta, w którym krzyżują się nieraz sprzeczne sensy na podobieństwo siatki tramwajowych linii.
Cyrkulacja miasta prosi się o sztukę żywą i stale się aktualizującą, wieczór "futuro" można czytać jako esej na ten temat. Przyjmiemy poważne zaproszenia wszelkich klubów i miejskich miejsc, które nie boją się wtargnięcia nowych, sensualnych brzmień i tekstów o przyspieszonym oddechu.
Kiedy pod koniec występu wygłaszałem fragment "Manifestu w sprawie krytyki artystycznej" postulując, by artyści sami pisali o sobie recenzje, część publiczności odebrała to jako żart. Jak się niniejszym okazuje, żartem to nie było. Manifesty futurystyczne - bardziej lub mniej kuriozalne - wcześniej czy później wchodzą w życie.
11:54 10-01-2006Powrót
© 2006 Teatr Emocji i Wyobraźni. Niektóre prawa zastrzeżone.




